Jak sprzedawać części w internecie
| Spis treści |
|---|
| Jak sprzedawać części w internecie |
| Jak sprzedawać części w internecie - strona 2 |
| Jak sprzedawać części w internecie - strona 3 |
| Wszystkie strony |
Sposób na wietrzenie magazynów?
Natomiast Adam Syguła, współwłaściciel dealerstwa Syguła, zwraca uwagę na inny problem decydujący o sukcesie inwestycji we własny sklep internetowy. - Największą wątpliwością przy wypracowywaniu rentowności sprzedaży części w internecie jest inwestycja w reklamę i promocję wirtualnego sklepu. Wymaga to sporych nakładów finansowych, choćby na linki sponsorowane czy właściwe pozycjonowanie strony. A kampania reklamowa takiej sprzedaży pociąga za sobą zupełnie inne działania niż standardowa promocja firmy w radiu czy w prasie – nie ma wątpliwości dealer. I właśnie dlatego, pojedyncza sprzedaż dla klientów detalicznych odbywa się w jego firmie za pośrednictwem serwisu Allegro.
System sprzedaży internetowej funkcjonuje jednak w ramach centralnej platformy Citroëna, która jest dostępna dla klientów hurtowych. - Po zalogowaniu się do systemu, klient może sobie sprawdzić ofertę całej sieci dealerskiej, a po wyborze konkretnej części, wybiera punkt dealerski, w którym będzie chciał odebrać towar. Z logistyką nie ma natomiast w Citroënie problemu, bo części wysokorotujące dealer może otrzymać już 12 godzin po złożeniu zamówienia – tłumaczy Syguła.
Co ciekawe, do internetowej sprzedaży części dla pojedynczych klientów dość sceptycznie nastawiony jest również lider polskiego rynku dealerskiego – Grupa PGD. Radek Pszczółka, rzecznik prasowy Grupy, zastanawia się nawet, czy w przypadku dealerów, którzy prowadzą przecież własne działy części i serwis, sprzedaż przez internet nie jest podcinaniem gałęzi, na której siedzi cała branża. Handel częściami w sieci ogranicza się zatem do ogólnodostępnych serwisów aukcyjnych MotoAllegro i HurtOpon.pl, a dotyczy on przede wszystkim zapasów magazynowych, które pojawiają się w momencie okresowego „sprzątania”.
Nie tylko części?
Agata Raniecka zauważa jednak istotne zalety „własnej działalności” w Internecie. - Własny sklep pozwala dealerowi budować swoją markę i zachęcić do zakupu tych klientów, którzy nie są zainteresowani korzystaniem z usług serwisowych dealerskiego warsztatu. Na Allegro czy otoMoto swoje produkty wystawia również konkurencja, więc szansa na to, że klient kupi akurat u nas, jest w tym przypadku zdecydowanie mniejsza. Trzeba reagować na potrzeby rynku i szukać dodatkowych kanałów dystrybucji – ocenia. Tym bardziej, że choć ceny części oferowane w sieci muszą być oczywiście odpowiednio niższe, również nakład pracy i wysiłek związany ze zdobyciem nowego klienta są zdecydowanie mniejsze. Siłą rzeczy, wszystko się więc wyrównuje.
O zasadności założenia własnego sklepu w internecie przekonany jest także Robert Skassa. – Badania Eurostatu pokazują, że już niemal 25 proc. Polaków kupiło w swoim życiu jakiś produkt w sieci. Takiego potencjału przedsiębiorcom nie wolno marnować. Poza tym, w przyszłości handel w internecie będzie miał jeszcze większe znaczenie, dlatego warto zainteresować się tematem już teraz, kiedy konkurencja nie jest jeszcze tak wysoka – radzi właściciel witryny TanieSklepyInternetowe.pl.
Zbigniew Masternak z Proint.pl dodaje z kolei, że jego firma już w 2010 roku wdrożyła projekt dla klienta sprzedającego używane części do samochodów Opla. I podkreśla, że klienci są bardzo zadowoleni, a zainteresowanie ich ofertą rośnie na terenie niemal całego kraju. Z tego powodu, w 2011 roku, Point.pl - na bazie wcześniejszych doświadczeń - stworzył rozwiązanie dedykowane do sprzedaży nowych części samochodowych. – Nie da się zrobić profesjonalnego sklepu pod konkretny asortyment na przykład w tydzień. Warto jednak poczekać, bo efekty takich produktów przechodzą najbardziej optymistyczne kalkulacje zleceniodawcy, gdyż jest to praktycznie niezagospodarowany kanał sprzedaży nowych części samochodowych w Polsce – podsumowuje Masternak.
O roli Internetu, pomimo ograniczonej aktywności w dziedzinie sprzedaży części, nie zapomina Konrad Kiełbasa, który wykupił abonament na serwisach otoMoto i Gratka. Tyle, że zamieszcza na nich oferty dotyczące samochodów, a nie - części. – Te oferty spełniają funkcję informacyjno-ogłoszeniową. Obok nich, zamieszczamy numer kontaktowy do handlowca, aby każda zainteresowana osoba mogła się zapoznać z ogłoszeniem bardziej szczegółowo. To sposób na zainteresowanie klientów ofertą i zaproszenie ich do salonu, na przykład – choć nie tylko - w sytuacji, gdy zależy nam na tym, aby szybko sprzedać konkretny samochód – wyjaśnia prezes Budmat Auto.
I choć na dzisiaj, choćby z uwagi na konieczność fizycznego odbioru czy rejestracji auta, nie ma mowy o tym, żeby wybrać sobie w Internecie markę, model i kolor pojazdu, a później kliknąć enter i kupić samochód, to nie brakuje osób, które zapowiadają, że za kilka lat tego rodzaju transakcje będą się już pojawiać. Z drugiej strony, wspomniana futurologia wydaje się na tyle abstrakcyjna, że aby mogła zaistnieć w biznesowym miesięczniku jako poważny temat, będzie trzeba jeszcze „trochę” poczekać.
Tomasz Betka - Miesięcznik Dealer



